Search
piątek 22 Wrzesień 2017
  • :
  • :

HOŁD ODDANY BOHATEROM BITWY MSZCZONOWSKIEJ `39

W tym roku minęło 78 lat od zwycięskiej Bitwy Mszczonowskiej. 11 września 1939 roku na ulicach Mszczonowa żołnierze 31 pułku Strzelców Kaniowskich odnieśli zwycięstwo nad oddziałami XVI Korpusu Pancernego Wehrmachtu. Nie można zapomnieć o Bohaterach, którzy ofiarowali miastu ostatnie chwile wolności przed długą, okupacyjną nocą. O rocznicy pamiętali: członkowie Mszczonowskiego Stowarzyszenia Historycznego, Grupy Rekonstrukcji Historycznej, Stowarzyszenia „Strzelcy Rzeczypospolitej” oraz mszczonowscy harcerze. W poniedziałek, 11 września, spotkali się oni na wieczornej Mszy Świętej, jaką w intencji podpułkownika Wincentego Wnuka oraz jego żołnierzy z 31 pSK odprawił dziekan Dekanatu Mszczonów ks. prałat Tadeusz Przybylski. W wygłoszonej homilii wspominał Bohaterskich Kaniowszczyków, którzy idąc na odsiecz walczącej Warszawie między innymi w Mszczonowie przelewali krew za wolność Ojczyzny. Kapłan modlił się za mieszkańców miasta poległych podczas II wojny światowej. Odniósł się także do pracy tych wszystkich, którzy kultywują pamięć o wojennych losach Ziemi Mszczonowskiej.

Po zakończonej Eucharystii jej uczestnicy zapalili znicze pamięci pod pomnikiem Strzelców Kaniowskich, jaki stoi na Placu Papieskim, na mogile i w miejscu rozstrzelania Mszczonowskich Zakładników (ks. proboszcza Józefa Wierzejskiego, burmistrza Aleksandra Tańskiego, lekarza Stanisława Zarachowicza oraz wikariusza Władysława Gołędowskiego, który został zastrzelony podczas opatrywania rannego przy budynku plebanii). Znicze zapalone zostały także na mogiłach żołnierskich na nowym i starym mszczonowskim cmentarzu, a także przy pomniku, jaki stoi w parku przy ulicy Grójeckiej – w miejscu gdzie 8 września 1939 roku Niemcy po zajęciu Mszczonowa dokonali zbiorowej egzekucji polskich jeńców i cywilów.

11 września 1939 roku, to historyczna data dla Mszczonowa. Do dziś mieszkańcy pamiętają o Bohaterskich Żołnierzach 31 pułku Strzelców Kaniowskich i nazywają ich wymownie „Swoimi Żołnierzami”. Bitwę mszczonowską powinno się nazywać „niedocenianym zwycięstwem”. Zakończyła się ona kompletnym rozbiciem oddziałów niemieckich, a mimo to historycy dość rzadko o niej wspominają. Polska armia w 1939 roku odniosła niewiele sukcesów. Z reguły ulegała o wiele lepiej wyposażonym oddziałom Wehrmachtu. W Mszczonowie było zupełnie inaczej. Polacy zmiażdżyli teoretycznie silniejszego wroga. Dlatego należy im się szacunek. Pamiętnej wrześniowej nocy Strzelcy w żadnym mszczonowskim zakamarku nie dali Niemcom zorganizować skutecznej obrony. Gdzie trzeba było, bili się z wrogiem na bagnety. Dla żołnierzy Wehrmachtu była to przerażająco krwawa noc. 31 pSK pokonał w Mszczonowie tyłowe pododdziały XVI KPanc. W ich skład wchodziły tabory i służby zarówno XVI KPanc, jak też 1 i 4 DPanc oraz 31 DP. Strzelcy zniszczyli też kompanię propagandową Luftwaffe oraz kolumnę samochodów z 1 DPanc, które przybyły do Mszczonowa tuż przed samą bitwą, aby zabrać w okolice Warszawy zapasy paliwa. Niemiecki sprzęt, który nie został zniszczony w walce, Polacy podpalali lub wysadzali granatami. W sumie zlikwidowano 16 czołgów oraz 14 wozów pancernych i ciężarówek. Zginął też niemiecki dowódca [różne źródła podają jego stopień jako: majora, podpułkownika lub pułkownika]. Bardzo cenne okazały się znalezione przy nim mapy z naniesionymi kierunkami niemieckich uderzeń. Niemieckiego dowódcę pochowano przy stawie zwanym przez mszczonowian Zdrojem (obecnie zbiornik p.poż przy ulicy Grójeckiej).

Jeszcze większe straty niemieckie wylicza w swojej relacji kapitan Ogrodnik. Zgodnie z tym co zawarł w spisanych wspomnieniach w Mszczonowie „(…) wzięto do niewoli 2 oficerów, 35 szeregowych oraz kasę oddz. w której znajdowało się 21000 mk. niem. Zniszczono 3 najcięższe czołgi i 22 lekkie; spalono ok. 20 samochodów ciężarowych i 10 osobowych oraz kilkanaście motocykli. Dowódca oddz. pancernego – mjr został zabity.”

Zwycięska bitwa mszczonowska dodała naszym żołnierzom wiary w zwycięstwo. 31 pułk opuścił Mszczonów o dziewiątej rano. Bohaterski dowódca, który zasłużył na podziw swoich żołnierzy, wyjeżdżał z miasta jak prawdziwy zwycięzca – konno. Wraz z Kaniowszczykami opuszczało miasto 200 oswobodzonych polskich jeńców. Mszczonowianie żegnali żołnierzy ze łzami w oczach. Pytali się ich – „co dalej…?”. Wielu młodych chciało się zaciągnąć do oddziału. Mieszkańcy rozumieli, że po wyjściu polskiego wojska do Mszczonowa znowu wjadą żołdacy spod znaku swastyki. Tak też się stało. 31 pułk wycofał się z Mszczonowa do lasów grzegorzewickich, położonych na wschód od miasta. Niedługo potem w Mszczonowie ponownie pojawili się Niemcy. Przed ponownym wkroczeniem ostrzelali miasto. Później zemścili się okrutnie rozstrzeliwując pod murem kościelnym: proboszcza Józefa Wierzejskiego, burmistrza Aleksandra Tańskiego oraz miejscowego lekarza Stanisława Zarachowicza. 11 września w pobliżu plebani został też zastrzelony ks. Władysław Gołędowski. Niemcy bestialsko pozbawili go życia, w chwili gdy opatrywał rannego.

Doktor Witold Jarno tak podsumowuje bitwę mszczonowską: „Zdobycie przez pododdziały 31 pSK Mszczonowa było wyczynem, który przyniósł pułkowi chwałę. Swoim działaniem doprowadził on choć na krótko do powstania paniki w niemieckim dowództwie, nieorientującym się w siłach, jakie wzięły udział w porannej walce. Strzelcy odnieśli chwilowy sukces taktyczny, który – choć nie przyniósł wymiernych korzyści operacyjnych – podniósł jednak upadające morale. Warto podkreślić, że za swój wyczyn 31 pSK jako jedyny z pułków strzelców kaniowskich został w 1966 r. odznaczony orderem Virtuti Militari. W dowództwie niemieckim wiadomość o zdobyciu Mszczonowa wywołała zamieszanie i chwilową konsternację, gdyż nie spodziewano się już w tym rejonie większych oddziałów polskich. Natychmiast też w kierunku miasta skierowano pododdziały rozpoznawcze 1 i 4 DPanc oraz główne siły 31 DP, rezygnując tym samym z forsowania Wisły w okolicach Góry Kalwarii.”

Piotr Dymecki

Foto: Marek Wardak




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.