Sadownicy dają odpór złodziejom

Wysokie ceny skupu jabłek sprawiły, że owoce stały się łakomym kąskiem dla złodziei. O tym, jak sobie poradzić z narastającą falą kradzieży, sadownicy dyskutowali w dniu 29 sierpnia z przedstawicielami policji. Do spotkania doszło w budynku OSP w Wilczorudze. Organizatorem zebrania był Zarząd Związku Sadowników RP Oddział Pniewy, reprezentowany przez prezesa Krzysztofa Czarneckiego oraz wiceprezesa Aleksandra Grzeszczyka. Komisariat Policji Mszczonów reprezentowała dzielnicowa gminy Mszczonów st. sierżant Emilia Wielorańska, natomiast KPP Grójec – aspirant sztabowy Piotr Zdanowski oraz starszy aspirant Jarosław Podsiadły.

Wszystkich przybyłych do sali OSP powitał prezes Krzysztof Czarnecki. Następnie głos zabrali sadownicy, którzy opisali, jak wyglądały kradzieże dokonane niedawno w ich sadach. Okazuje się, że są one coraz bardziej zuchwałe. Jednej nocy z sadu może zniknąć nawet około dwóch ton jabłek. Oprócz owoców giną też zraszacze. Sadownicy skarżyli się ponadto na zniszczenia ogrodzeń sadów oraz inne szkody, powodowane przez rabusiów. Apelowali o częstsze patrole policji na obszarze obejmującym tereny sadownicze, rozciągające się od Mszczonowa do Grójca. Policjanci wyrażając zrozumienie dla postulatów mieszkańców podpowiedzieli, iż należy w tym celu skorzystać z tzw. Krajowej Mapy Zagrożeń. Jeszcze skuteczniejszą metodą dla osiągnięcia celu mają być bezpośrednie, pisemne zgłoszenia do komendantów powiatowych o potrzebie objęcia wzmożoną służbą patrolową tej, czy innej miejscowości. Odpowiednie pisma mają niebawem zostać wysłane przez Zarząd Związku Sadowników RP do KPP w Grójcu, jak też KPP w Żyrardowie.

Funkcjonariusze podczas dyskusji w Wilczorudzie prosili również, aby nie lekceważyć szkód poczynionych przez kradnących i niezależnie od wysokości strat, zawsze zgłaszać je do właściwych jednostek policji. Najgorszym z możliwych rozwiązań jest stwierdzenie „nie będę zgłaszał, przecież i tak nikt nie złapie złodzieja”. Policjanci doradzali ponadto montowanie kamer monitoringu, tzw. fotopułapek oraz czujników na ogrodzeniach, które alarmowałyby właściciela, gdy ktoś nieproszony zechce wejść na teren działki. Z prostszych metod doradzali na przykład przekopywanie wewnętrznych ciągów komunikacyjnych w sadach, aby samochody rabusiów miały problemy z poruszaniem się nocą po nieznanym terenie. Padła też sugestia zwracania uwagi na nieznane pojazdy, których numery prewencyjnie należy notować. Gdyby natomiast prowadzący je kierowcy zachowywali się podejrzanie, warto niezwłocznie dzwonić pod numer 997 i prosić o dokonanie kontroli.

Sami sadownicy – jak można było usłyszeć podczas dyskusji – nie wykluczają organizowania sąsiedzkich patroli, które nocami będą monitorować tereny zagrożonych wsi. Sadownicy mają bacznie obserwować wzajemnie swoje posesje. Mieszkańcy mają też rozsądniej podchodzić do zabezpieczania swego mienia. Czasami wystarczy zwykłe zamknięcie bramy, drzwi od domu, a także pojazdu, aby uniknąć strat. Niestety, nie każdy jak się okazuje o tym pamięta, a wiadomo, że czasami, to „okazja czyni złodzieja”. Postulowano także, aby od razu po stwierdzeniu kradzieży dawać znać nie tylko na policję, ale także do najbliższych skupów owoców. Osoby z branży sadowniczej znają się wzajemnie i pojawienie się obcego na terenie skupu już powinno wzbudzać odpowiednie podejrzenia.

Podsumowując wyniki spotkania należy stwierdzić, że sadownicy nie zamierzają bezradnie przyglądać się, gdy ktoś okrada ich z owoców (dosłownie i w przenośni) ich pracy. Współpraca z policją i współpraca sąsiedzka, jeśli tylko zaistnieją we właściwej formie, na pewno poprawią stan bezpieczeństwa na zagrożonych terenach.

MM