Aktualności, Kultura i rozrywka

Z zabawkami poprzez dziesięciolecia

„Dawne zabawy i zabawki naszych dziadków”, to kolejna z wakacyjnych propozycji Gminnego Centrum Informacji w ramach akcji „Lato w mieście”. Zajęcia, które odbyły się 17 lipca w Izbie Pamięci Rodziny Maklakiewiczów, poprowadziła Aleksandra Kacprzak.

Spotkanie rozpoczęło krótkie przedstawienie historii zabawek w Polsce. jak powiedziała prowadząca, kiedyś wykonywano je głównie z drewna, ale pierwsze z nich były zrobione z kamienia lub gliny. Okazało się, że dzieci wyobrażają sobie dzieciństwo bez nowych technologii a nawet prądu elektrycznego, jednak ich zdaniem byłoby to średniowiecze. W Izbie Pamięci Rodziny Maklakiewiczów nie było jednak tak dramatycznie – uczestnicy zajęć mieli do dyspozycji całkiem współczesne flamastry, farby, pędzelki, drewniane klocki a przede wszystkim… własną wyobraźnię. To właśnie z nich powstawały najrozmaitsze cudeńka – zamki, zjeżdżalnie, samochody a nawet basen i Park Jurajski.

Wszystko, co dobre, kończy się jednak zawsze za szybko. Po wykonaniu autorskich zabawek, które po zajęciach można było zabrać ze sobą do domu, Aleksandra Kacprzak postawiła więc przed dziećmi i młodzieżą kolejne zadania. Dotyczyły one gier, w które grali nasi dziadkowie – mając do dyspozycji zaledwie ołówek i kartkę papieru. Czy w taki sposób można się dobrze bawić? Prowadząca wraz z uczestnikami pokazali, że zdecydowanie tak.

„Kółko i krzyżyk” oraz „Państwo, miasto” okazały się grami znanymi przez wszystkich. Zasady zabawy w „Smoka” oraz „Kartofla” prowadząca musiała jednak wytłumaczyć. Podczas zajęć przypomniano także bardzo starą grę „W klasy”, której pola zostały namalowane na podłodze Izby Pamięci Rodziny Maklakiewiczów.

Podczas spotkania udowodniono, że drewniane zabawki wcale nie ustępują tym plastikowym. Co więcej, są trwałe, bezpieczne a ich wykonywanie przynosi mnóstwo radości. Także gry „naszych dziadków” zyskały sympatię młodych uczestników. Zresztą, nie liczy się przecież tytuł zabawy czy sama wygrana – najważniejsze jest dobre towarzystwo i wesołe uśmiechy na twarzach najmłodszych. Takie efekty na pewno udało się uzyskać prowadzącej, ponieważ dzieci po przyjściu opiekunów niechętnie opuszczały mury dawnej kamienicy Maklakiewiczów.

Dagmara Bednarek, GCI